Archiwa tagu: Szwajcaria

Moje rowerowe marzenie

Wśród licznych ofert turystycznych wypraw rowerowych, zawsze moje zainteresowanie najbardziej wzbudzała wyprawa najpiękniejszą trasą rowerową, jaką kiedykolwiek widziałem. To trasa narodowa nr 9 w Szwajcarii szlakiem jezior. Trasa zaczyna się przy Jeziorze Bodeńskim, na styku Szwajcarii, Niemiec i Austrii. To trasa na którą warto zabrać dobry aparat fotograficzny, bo zdjęć, z których można robić kartki widokowe, będziecie mieli po powrocie do domu setkę.

Prowadzi do innego wielkiego jeziora J. Genewskiego, wśród szczytów, liczących nawet ponad 4000 metrów n.p.m.. Mimo, że trasa nie prowadzi przez szczyty, a między nimi, a najwyższa przełęcz to około 1550 m i potem zjazd do 400 metrów n.p.m., to w sumie przewyższenie na trasie przekracza 4 tys. metrów, więc warto tę podróż rozłożyć sobie na 4-6 dni jazdy, zależnie od sił. Po drodze zajrzymy do księstwa Liechtenstein, w Rapperswill (na zdjęciu) warto zapytać o polonika, które są mocno zagrożone (brak finansowania po 2022 roku). Przejedziemy obok jeziora 4 kantonów, zajrzymy do średniowiecznej Lucerny, zobaczymy najwyżej położoną linię kolejową. Dla najmocniejszych kolarzy do zdobycia będzie piękna góra, ponad 3 600 metrów n.p.m., ale większość kolarzy wchodzi na nią pieszo, bo zazwyczaj szybciej idą niż jadą. My mieliśmy w ekipie koleżankę, której waga i przerzutki w rowerze pozwalały na wyprzedzanie wszystkich pod górę, mimo, że na płaskim nie była najlepsza. Warto się zastanowić przed wyjazdem jaki rower zabrać ? Kto inny zabrał rower trekkingowy, świetny na dobrze przygotowanych ścieżkach asfaltowych i szutrowych, ale za to pod stromą górę prowadził rower pieszo, gdy na „góralu” nie mieli problemu nawet najsłabsi. Coś za coś.

Szlak nr 9 to szlak jezior i te rzeczywiście będą nam towarzyszyć całą drogę, na szczęście każde z nich ma trochę inne otoczenie, więc nie znudzą się nawet przez tydzień.

To mój ulubiony widoczek, choć zrobiony o zmierzchu. Trochę nasza grupa się podzieliła, ja akurat byłem w parze bez elektronicznej mapy. Kiedy z góry zobaczyliśmy nasze miejsce docelowe, po sporej wspinaczce, wiedzieliśmy już, że nie trzeba będzie wracać i szukać innej trasy. To była wielka ulga i radość.

Trasy są oznaczone bardzo dobrze, a naszą niebieską dziewiątkę widać z daleka. Znaki są ustawiane przy każdej zmianie kierunku.

Spacer wokół słynnego zamku Gruyères jest obowiązkowy.

Ten widoczek był zaskoczeniem. Koleżanka krzyknęła nam „idźcie tam, tam są renifery”. To poszliśmy. Jakieś dziwne te renifery, inaczej je sobie wyobrażałem z filmów o czerwononosym.

To duże jezior jest miejscem bardzo licznie odwiedzanym przez turystów wodnych. Jak na naszą grupę trochę za tłoczno, ale sporty wodne są tutaj uprawiane masowo. Zrobiliśmy sobie piknik i w drogę.

Mostki rowerowe poprowadzone są także w poprzek wodospadów.

Im wyżej, tym woda w jeziorach była zimniejsza, ale są i tacy co poszli na całość. Pozostali zmoczyli tylko nogi.

Miło jest popatrzeć z góry na drogę, którą niedawno się wspinaliśmy.