Archiwa tagu: #Rowerowe perełki

Kolarskie perełki – Kórnik część druga

O Kórniku, jako kolarskiej perełce już pisałem w pierwszej części, ale obiecałem, że takich części będzie więcej, bo Kórnik na to zasługuje.

Oprócz wielkich walorów turystycznych i rekreacyjnych Kórnik słynny jest także z tego, że pielęgnowane są tutaj kolarskie tradycje i to już od 1977 roku, kiedy p. Kazimierz Gogolewski założył pierwszą sekcję kolarską. Klub uczniowski Jedynka założył w 2000 r. p. Robert Taciak, były kolarz. Zawodnicy tego klubu w krótkim czasie stali się potęgą w kategoriach młodzieżowych przywożąc medale nawet z mistrzostw świata i Europy. Gwiazda i wychowanek klubu Mateusz Taciak jeździł w reprezentacji Polski i w grupie zawodowej CCC. Szczególnie dobrze wychodziła mu jazda na czas. Kasia Pawłowska była 2 razy mistrzynią świata na torze, a także mistrzynią Europy w wyścigu punktowym, reprezentowała nas na Olimpiadzie w Londynie. Ostatnio na gwiazdę polskiego kolarstwa wyrosła Nikol Płosaj, ale jest też kilkoro innych zdolnych juniorów.

Jak już pisałem w pierwszej części, Kórnik to taka baza wypadowa do wielu wycieczek rowerowych. Jest zarówno miejscem startu takich wypraw, jak i miejscem docelowym wycieczek z wielu miejsc. Pisałem już jak połączyć się z Poznaniem i Wartostradą, jadąc czerwonym szlakiem przez Kamionki.

Do pięknego Rogalina najbezpieczniej dostać się kierując się na Mościenicę, a potem cały czas prosto, aż do leśnej drogi Rogalińskiej łączącej Daszewice z Rogalinem. 10 km trasy jest w lesie, czyli teraz już bez maseczki, a potem kilka kilometrów przez pola, tak więc bezpiecznie dla rodziny. Najlepiej wybrać się dzień po deszczu, wtedy łatwiej jechać, bo piach jest mniejszy.

Turystyczne perełki to nie tylko Zamek i Arboretum. W okolicy gospodarze pobliskich wiosek przygotowali takie niespodzianki jak np. szlak bobrowy i wieża widokowa w Czmońcu. Przed wyprawą sprawdźcie, czy nie jest akurat w remoncie. Uważajcie też co leży w piachu na drodze tuż przed wieżą. Rzadko kto tam zagląda więc w ciepły dzień może się wygrzewać w pasku piękny i okazały wąż. Zwierząt jest tam mnóstwo, co widać po śladach w pobliżu wieży, ale żeby je spotkać trzeba by się wybrać bardzo wcześnie rano.

Łabędzie można spotkać w wielu miejscach. Ja spotykałem je na wycieczkach z Kórnika do 4 różnych miejsc, w samym Kórniku także. Pamiętajmy, żeby ich nie dokarmiać chlebem.

Dworek w Koszutach znacie już ze zdjęcia profilowego Antrejki. Tym razem pokazuję drugą stronę, także piękną. W środku dworku znajduje się muzeum. Na zewnątrz piękny park. Jest tam stoliczek z krzesełkami, przy których zawsze robię sobie przerwę w podróży i sięgam po kawę z termosu. Wycieczka zaczyna się na wiadukcie w Kórniku, ale nie za bardzo się rozpędzajmy, bo zaraz za wiaduktem trzeba zjechać w drogę prowadzącą do pięknej aleji drzew, pomnika przyrody. Gdy zobaczymy zabudowanie kierujemy się na nie i dalej, obok pomnika bohaterów wojny, w kierunku Koszut.

Ciąg dalszy, o tej mojej ulubionej perełce kolarskiej, ze zdjęciami Zamku i Arboretum, już wkrótce.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Moje rowerowe marzenie

Wśród licznych ofert turystycznych wypraw rowerowych, zawsze moje zainteresowanie najbardziej wzbudzała wyprawa najpiękniejszą trasą rowerową, jaką kiedykolwiek widziałem. To trasa narodowa nr 9 w Szwajcarii szlakiem jezior. Trasa zaczyna się przy Jeziorze Bodeńskim, na styku Szwajcarii, Niemiec i Austrii. To trasa na którą warto zabrać dobry aparat fotograficzny, bo zdjęć, z których można robić kartki widokowe, będziecie mieli po powrocie do domu setkę.

Prowadzi do innego wielkiego jeziora J. Genewskiego, wśród szczytów, liczących nawet ponad 4000 metrów n.p.m.. Mimo, że trasa nie prowadzi przez szczyty, a między nimi, a najwyższa przełęcz to około 1550 m i potem zjazd do 400 metrów n.p.m., to w sumie przewyższenie na trasie przekracza 4 tys. metrów, więc warto tę podróż rozłożyć sobie na 4-6 dni jazdy, zależnie od sił. Po drodze zajrzymy do księstwa Liechtenstein, w Rapperswill (na zdjęciu) warto zapytać o polonika, które są mocno zagrożone (brak finansowania po 2022 roku). Przejedziemy obok jeziora 4 kantonów, zajrzymy do średniowiecznej Lucerny, zobaczymy najwyżej położoną linię kolejową. Dla najmocniejszych kolarzy do zdobycia będzie piękna góra, ponad 3 600 metrów n.p.m., ale większość kolarzy wchodzi na nią pieszo, bo zazwyczaj szybciej idą niż jadą. My mieliśmy w ekipie koleżankę, której waga i przerzutki w rowerze pozwalały na wyprzedzanie wszystkich pod górę, mimo, że na płaskim nie była najlepsza. Warto się zastanowić przed wyjazdem jaki rower zabrać ? Kto inny zabrał rower trekkingowy, świetny na dobrze przygotowanych ścieżkach asfaltowych i szutrowych, ale za to pod stromą górę prowadził rower pieszo, gdy na „góralu” nie mieli problemu nawet najsłabsi. Coś za coś.

Szlak nr 9 to szlak jezior i te rzeczywiście będą nam towarzyszyć całą drogę, na szczęście każde z nich ma trochę inne otoczenie, więc nie znudzą się nawet przez tydzień.

To mój ulubiony widoczek, choć zrobiony o zmierzchu. Trochę nasza grupa się podzieliła, ja akurat byłem w parze bez elektronicznej mapy. Kiedy z góry zobaczyliśmy nasze miejsce docelowe, po sporej wspinaczce, wiedzieliśmy już, że nie trzeba będzie wracać i szukać innej trasy. To była wielka ulga i radość.

Trasy są oznaczone bardzo dobrze, a naszą niebieską dziewiątkę widać z daleka. Znaki są ustawiane przy każdej zmianie kierunku.

Spacer wokół słynnego zamku Gruyères jest obowiązkowy.

Ten widoczek był zaskoczeniem. Koleżanka krzyknęła nam „idźcie tam, tam są renifery”. To poszliśmy. Jakieś dziwne te renifery, inaczej je sobie wyobrażałem z filmów o czerwononosym.

To duże jezior jest miejscem bardzo licznie odwiedzanym przez turystów wodnych. Jak na naszą grupę trochę za tłoczno, ale sporty wodne są tutaj uprawiane masowo. Zrobiliśmy sobie piknik i w drogę.

Mostki rowerowe poprowadzone są także w poprzek wodospadów.

Im wyżej, tym woda w jeziorach była zimniejsza, ale są i tacy co poszli na całość. Pozostali zmoczyli tylko nogi.

Miło jest popatrzeć z góry na drogę, którą niedawno się wspinaliśmy.

Wartostrada – czyli jak Poznań, po latach, wrócił nad Wartę

Przez wiele lat nadbrzeża Warty były bardzo zaniedbane. Zaglądali tam głównie wioślarze i kajakarze, wychodzący do wody z pobliskich przystani klubów sportowych. Czasami pojawiali się wędkarze. Pod mostami spotkać można było wozy cygańskie. Latem na ściętą trawę wychodzili plażowicze z nadrzecznych osiedli ratajskich.

Włodarze miasta postanowili przywrócić ten teren mieszkańcom. Przywrócili go na kilka sposobów. Można tam spędzić aktywnie czas całą rodziną. Jedna strona Warty ma już ścieżkę asfaltową od mostu Przemysła do mostu Lecha. W Naviki można sobie wyznaczyć trasę, w której jedzie się jedną stroną Warty, a wraca drugą.

https://www.naviki.org/pl/naviki/zaplanuj-trase/#p=52.40801093504243,16.935943872720173&z=12&d[0]=52.410235,16.942317&d[1]=52.38343,16.935006&d[2]=52.429076,16.963747&d[3]=52.410884,16.939536&rp=daily

Północna strona ma jeszcze fragmentami polne ścieżki

Wycieczkę rodzinną nad Wartą, można też połączyć z dwoma innymi atrakcyjnymi terenami, przygotowanymi na rodzinną jazdę rowerem: Cytadelą i jeziorem Maltańskim.

Bardziej wytrawni rowerzyści pojadą szlakiem nadwarciańskim za mostem Lecha aż do Biedruska, a potem na Bindugę. Za mostem Przemysła, z kolei, szlak nadwarciański prowadzi bardzo atrakcyjną trasą przez Dębinę, aż do Puszczykowa np. do słynnej lodziarni przy stacji kolejowej.

Z kolei przez Cytadelę, można pojechać w kierunku parku Sołackiego i jezior Rusałka, Strzeszyńskie i Kierskie. Też piękna trasa.

Most przy Katedrze, z kłódkami zakochanych

Tak więc katedra stała się miejscem zbiórki dla wielu wycieczek rowerowych. Nad Wartą powstało wiele plaż, gdzie można odpocząć, wypić kawę, ale też pograć w siatkówkę plażową i inne sporty. Ograniczono z czasem miejsca, gdzie można wypić piwo, bo przez jakiś czas, na ścieżkach, po weekendowym imprezowaniu, leżało dużo szkła.

Dzięki Wartostradzie wielu ludzi zamieniło letni transport publiczny na rower, w drodze do pracy. Powstały siłownie plenerowe wzdłuż trasy.

Wielu rowerzystów (mi też to się często zdarza) woli bardziej dzikie tereny na jazdę rowerem, czyli polne i leśne ścieżki. Muszę jednak przyznać, że, tak Wartostrada w Poznaniu, jak i promenada w Kórniku, przywróciły rzekę i jezioro mieszkańcom, a szczególnie rodzinom, a ja znajdę sobie inne, dzikie pola na terenową jazdę. Niedługo je opiszę w kategorii Kolarskie perełki. Następny odcinek będzie o Mużakowie i pobliskich parkach, lasach i mostach.

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – Kórnik część pierwsza

Kórnik, to taka perełka kolarska, że jej opis zajmie przynajmniej trzy artykuły, ale między nimi, pokażę także inne, wspaniałe miejsca dla rowerzystów. Niektóre będą także spoza regionu, a nawet kraju.

Do planowania tras używam najczęściej aplikacji z naviki.org albo samej tej strony. Przykład dla trasy z Poznania do Kórnika poniżej:

https://www.naviki.org/pl/naviki/zaplanuj-trase/#p=52.30965666250452,16.986061111908213&z=11&d[0]=52.368873,16.932062&d[1]=52.244056,17.090781&rp=daily

Jak widać, trasa jest wyznaczona szlakiem turystycznym i nie warto z niego zbaczać, bo jest naprawdę dobrany w sposób optymalny. Początek, w Poznaniu, doradzam przejechać wolno chodnikami, przy lotnisku Krzesiny można się rozpędzić, a dalej trasa, aż do Mościenicy, prowadzi lasami.

Jedna z pięknych aleji na Ziemii Kórnickiej

Właśnie trasy leśne to jest to, co mnie zauroczyło na początku. W Kórniku jest mnóstwo atrakcji, takich jak zamek, arboretum, promenada, plaże, ale jazda na rowerze, po leśnych drogach, była moją pierwszą kórnicką miłością.

Pomost w Mościenicy

Jeżdżąc z dziećmi, warto robić sobie przerwy. Blisko Kórnika jest Mościenica, gdzie można zjechać z trasy w stronę jeziora. Zastaniemy tam pomost, plac zabaw i siłownię. Jest także ławeczka, ustawiona tak, że mamy przed sobą ładny widok. Warto wziąć ze sobą termos z kawą i chwilkę tam posiedzieć. Wcześniej, taką przerwę, można zrobić w pobliżu ronda w Kamionkach, za Orlikiem jest wiata z ławeczkami, stołem i plac zabaw.

Kładka na ścieżce zdrowia nad jeziorem Kórnickim

Gdy dojeżdżając do kórnickiego stadionu na Błoniach, mamy jeszcze siły, można przedłużyć sobie trasę. Skręcamy wtedy w stronę jeziora, a tuż przed bramą jedziemy w prawo kierując się na ścieżkę zdrowia. Uważajmy na drewniane kładki, bo przy mijaniu się z innymi rowerzystami będzie problem, żeby się razem zmieścić. Są krótkie, widać kto jedzie z naprzeciwka, więc lepiej przepuścić tych co już wjechali.

Na pewno warto się zatrzymać na chwilę i obejrzeć panoramę Kórnika z drugiej strony jeziora, z przepięknym kórnickim zamkiem. Potem w Bninie wjeżdżamy na chodnik i dojeżdżamy do promenady.

Część dotycząca samego Kórnika, już niedługo w Kolarskich Perełkach, ale następny odcinek będzie o Wartostradzie.

https://antrejka.pl/category/kolarskie-perelki/

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – czyli najbardziej atrakcyjne miejsca na wycieczki rowerowe – Rogalin

Do Rogalina ludzie przyjeżdżają często samochodami. Zaglądają potem do muzeum, do parku, siadają przy pysznych lodach, zbierają kasztany, odpoczywają w pięknym parku, lub idą obejrzeć najstrasze z 2000 rogalińskich dębów, czyli Lecha, Czecha i Rusa. Mogą też przejść obok dębu Edwarda do punktów widokowych. Jest tam wszędzie pięknie, bo pałac i park przeszły odnowę kilka lat temu.

Brać kolarska ma jednak dodatkowe atrakcje. Z pobliskiego Poznania do Rogalina można się udać dwoma trasami. Obie piękne.

Z jednej strony Warty należy jechać szlakiem nadwarciańskim do Puszczykowa, a potem przedłużyć go ulicą Nadwarciańską, aż do drogi do mostu. Można wcześniej ściąć ulicą Niwka Stara, będzie bliżej. Po drugiej stronie mostu kierujemy się, wzdłuż wału, na drewniany kościółek w Rogalinku, a potem przez majątek Rogalin, wśród pięknych krajobrazów, kierujemy się do Parku.

Druga trasa prowadzi ze Starołęki, czerwonym szlakiem obok kościoła, przez autostradę i obok lotniska z F16, potem lasem do Daszewic. Można też skręcić w lesie, przy zabudowaniach, w prawo nad Wartę. W Daszewicach, do których dojeżdżamy lasem, szukamy kierunkowskazu na Rogalin. Po chwili jesteśmy na polnej, a potem leśnej drodze, aż do Rogalina. Tą drogą najlepiej wybrać się dzień po deszczu, bo inaczej może być trochę piachu i trzeba będzie 2 km prowadzić rower. Na rowerach górskich nie ma problemu.

Kiedy wreszcie dojedziemy do pałacu miejsc piknikowych znajdziemy pełno. Miejsca widokowe z ławeczkami, ławki przy najstarszych dębach, w pałacowym parku i przed parkiem.

Naszym ulubionym miejscem jest ławeczka w parku, między dwoma pięknymi drzewami z widokiem na pałac. Kawa z termosu i kanapki od razu lepiej smakują.

Po drugiej stronie Pałac też piękny, a kasztanów tak dużo, że dla każdego starczy. Przed powrotem warto jeszcze wstąpić do Galerii w Pałacu i do Mauzoleum Raczyńskich, albo wstąpić na słynne lody p. Twardowskiej lub czerninę. Pokręćcie się, na pewno znajdziecie te dwa miejsca.

Wycieczka Wam się bardzo spodoba, choć z Poznania będzie męcząca i raczej dla zaprawionych rowerzystów. Ja tam jeżdżę przynajmniej 3 razy w roku. Najczęściej leśnymi ścieżkami, ale zdarza mi się także przez Kórnik, a potem Radzewo.

Kórnik to perełka, którą opiszę w kolejnym artykule, w kategorii „Kolarskie perełki”. https://antrejka.pl/category/kolarskie-perełki/ To miasteczko z pięknymi kolarskimi tradycjami.

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl