Archiwa tagu: rower

Krynica Morska – raj dla rowerzystów

Mierzeja Wiślana, przez ostatni rok, wszystkim kojarzyła się z przekopem drogi wodnej między Zalewem Wiślanym a Zatoką Gdańską. Będąc na wakacjach w pobliskiej Krynicy Morskiej podjechałem tam rowerem obejrzeć co się dzieje. Na nic zdały się protesty ekologów i mieszkańców. Teraz, jak możemy zobaczyć na filmiku youtube, prace trwają, budowa się rozwija.

Wtedy widziałem tylko wycięte drzewa, a na środku górki był punkt widokowy.

Youtube:

Mi jednak Krynica Morska będzie się kojarzyła bardziej z jętkami, dzikami i pięknymi trasami rowerowymi. Jętki, to takie owady, które, jak się w czerwcu nie zamknie okna lub nie zgasi światła, mogą wypełnić cały pokój. Nie zabijajcie ich. Po prostu dostosujcie się do nich. To miejscowa atrakcja, podobnie jak dziki. Dzikami straszono we wszystkich folderach turystycznych. Ja spotkałem je tylko raz, gdy rodzinka podróżowała w lesie wzdłuż bocznej drogi, ale ślady dzików widziałem także na piachu wzdłuż Zalewu. Warto pamiętać o zamykaniu drzwi do ośrodka.

Najbardziej zaskoczyła mnie jednak infrastruktura rowerowa. Niezbyt mocno reklamowana, bo w budowie. W tym roku już pewnie prace będą zakończone.

Najpiękniejszy jest odcinek z Krynicy Morskiej w stronę przekopu. Często prowadzi na wysokim klifie, można spoglądać sobie co się dzieje na morzu. Widoczki są bardzo ładne, więc jak ktoś lubi fotografować, warto się zatrzymać.

Na chwilę można zjechać z nadmorskiego szlaku, żeby zajrzeć do Kątów Rybackich. Atrakcyjny może być np. rybny piknik przy Ławeczce Rybaka

Celem mojej podróży na zachód było muzeum obozu koncentracyjnego w Stutthof. Byłem tam kiedyś ze szkołą i pamiętam, że wywarło to na mnie duże wrażenie. Miałem może 15 lat. Muzeum jest teraz bardziej zadbane i ma więcej ciekawych wystaw. Warto tam zajrzeć. Rowerami można dojechać z Krynicy Morskiej nadmorską, a potem leśną, bezpieczną drogą.

W samej Krynicy Morskiej mamy piękną promenadę, na której w pierwszej połowie czerwca był mały ruch, ale spodziewam się, że w sezonie trzeba tam bardzo uważać. Niestety jest tam aż tak ładnie, że rowerzyści robią sobie filmiki selfie w trakcie jazdy i mogą na Was wjechać, tym bardziej, że mają słuchawki na uszach. Trzeba na nich mocno krzyknąć, albo zatrąbić, żeby uniknąć kraksy.

Kiedy już zaliczycie drogę rowerową na zachód. Koniecznie musicie pojechać także na wschód, w kierunku granicy. Droga może być trochę nużąca, bo cały czas prosta i w lesie, dlatego warto czasami zboczyć nad zalew, czy nad zatokę, albo na punkt widokowy, z którego widać i zalew z płynącymi promami i zatokę. Gdzieś tam, przed Piaskami, trafiliśmy na piękny klif nad zalewem, czego się nie spodziewaliśmy.

Ponieważ pojechaliśmy na wakacje bez rowerów, skorzystaliśmy z bezpłatnych rowerów w naszym domu wypoczynkowym. Przez tydzień tylko raz się przyblokował jeden z tych rowerów, ale ryzyko było. Są w krynicy Morskiej wypożyczalnie rowerów, kilka przy drodze z Centrum do Ośrodka Sportowego.

Rowery można przewieźć także promem, na drugą stronę Zalewu i spróbować tamtejszych tras. Jeśli komuś starczy sił, to w Elblągu są piękne tereny z górkami do wspinania.

Sportowych atrakcji jest więcej i to dotyczy nie tylko sportów wodnych. Ośrodek Rekreacyjno-Sportowy ma tor dla rowerzystów, kilka rodzajów siłowni plenerowych, korty tenisowe, boiska do koszykówki i piłki, a także atrakcje dla dzieci. Warto pobawić się i porywalizować ze znajomymi w minigolfa.

Jak ktoś lubi popracować na rowerze, niech sobie wybierze trasę prowadzącą parę razy w poprzek mierzei. Ma ona takie wzniesienie w środku, że większość rowerzystów podprowadza rower kawałek idąc pieszo. Na rowerach górskich nie powinno być problemu. Na tych górkach można poprawić kondycję. Trenujcie. Do zobaczenia w Krynicy Morskiej.

Jeśli chcecie dostać informację o kolejnym artykule na temat Kolarskich Perełek to zapraszam do polubienia na fejsie: https://www.facebook.com/antrejkapl/

Węgorzewo – rowerowa stolica Polski

Parę lat temu, na polskiej ścianie wschodniej, zbudowano piękną trasę rowerową. Nic dziwnego, że przebiega ona także przez Węgorzewo, nazywane często rowerową stolicą Polski. Jest tak dlatego, że oprócz trasy Green Velo w kierunku granicy i w drugą stronę w kierunku Lidzbarku Warmińskiego, gmina Węgorzewo, która jest bardzo przyjazna dla rowerowych turystów, ma kilka innych pięknych tras.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

W samym Węgorzewie jest parę miejsc do których warto zajrzeć, jak wieżyczka kościoła i skansen, w samym centrum. Jest też wiele obiektów przygotowanych na przywitanie żeglarzy. Ja tutaj będę pisał o atrakcjach dla turystów rowerowych.

Mazury to królestwo jezior i bocianów, dlatego bardzo często będziecie się spotykać z takimi obrazkami. Trzecim stałym elementem są krówki, które tutaj chodzą sobie po łące, gdy w wielu rejonach kraju są pozamykane i spotykamy je bardzo rzadko na wolności.

Trasa Green Velo została poprowadzona przez tereny, które mają największe walory krajobrazowe, natomiast nawierzchnia jest trudna wtedy, gdy wysypano kamyszki na piachu. Rowerem trekkingowym po takiej nawierzchni jedzie się trochę wolniej.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Oczywiście, jak Mazury i jeziora, to także porty jachtowe i pływające żaglówki, są stałym elementem krajobrazu, szczególnie gdy płyniemy szlakiem dookoła jeziora Mamry.

W tamtejszej kuchni często można znaleźć kartacze, które pochodzą z sąsiedniego Podlasia. Warto spróbować, ale królują rybki.

Jedną z dłuższych tras rowerowych jest wyprawa do Giżycka, wzdłuż dawnych torów kolejowych. Warto się pomęczyć, bo samo miasteczko i port są bardzo urokliwe.

W drodze powrotnej na pewno spotkamy to co sprawia, mi osobiście, największą radość, bo przypomina czasy młodości, gdy jeździłem do babci na wieś i były tam wtedy koniki, kaczki, gęsi, krówki.

Obiadek możemy zjeść w smażalniach ryb, ale są także obiady domowe, czy trochę bardziej wykwintne, w obiektach wypoczynkowych. Ja próbowałem wszystkich tych potraw.

Warto też zajrzeć do sąsiadujących z Węgorzewem Ogonek.

Na sam koniec wizyta nad jeziorem Mamry i powrót do domu. Gdyby to było trochę bliżej jeździłbym tam co roku. W końcu to rowerowa stolica Polski.

Na koniec jeszcze jedna opcja dla zaawansowanych rowerzystów. Oprócz Green Velo, Węgorzewa, paru pętli jeziornych i wycieczki do Giżycka, warto wybrać się zobaczyć Wilczy Szaniec, ale to już ponad 40 km w jedną stronę. Ja pojechałem i nie żałuję.

Jest już kilka artykułów w kategorii Kolarskie Perełki https://antrejka.pl/category/kolarskie-perelki/

Jeśli podobał ci się artykuł i chcesz tutaj wrócić, polub antrejkę na fejsie: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – Kórnik część trzecia i ostatnia

O tym jak rowerem dojechać do Kórnika i gdzie warto zrobić wycieczki pisałem w pierwszej i drugiej części. Obiecywałem wtedy, że zdjęcia promenady, zamku i Arboretum będą w ostatniej części.

Każdy kto przyjeżdża do Kórnika, obowiązkowo robi rundę dookoła jeziora. Z jednej strony brzegu jest leśna ścieżka zdrowia, z drugiej promenada, wychodząca czasami nawet nad wodę. W planach jest nawet budowa kładki przez część jeziora, której budowa wzbudziła, ze względu na olbrzymie koszty, duże kontrowersje.

Jedną z atrakcji przy promenadzie jest ławeczka, z postacią naszej noblistki Wisławy Szymborskiej. Stoi niedaleko domu, w którym słynna poetka się urodziła.

W głównej części utworzono małe molo zakończone wieżyczką widokową, a niedaleko oświetlona fontanna. Przypominam przy okazji swój artykuł o nie dokarmianiu kaczek.

Trochę dalej można spędzić czas w skateparku, siłowni plenerowej lub w amfiteatrze.

Rowerzyści, którzy chcą obejrzeć wszystkie kórnickie atrakcje, mogą przypiąć swoje rowery przy wejściu do Arboretum. Spacer po Arboretum, szczególnie w Dni Magnolii i Dni Azalii i Różanecznika, to pozycja obowiązkowa każdego turysty odwiedzającego w maju Kórnik.

Niestety w tym roku, ze względu na epidemię, jest zamknięte i nie wiadomo, czy będzie otwarte na czas kwitnienia roślin.

Pierwsze magnolie widzimy już na początku spaceru tuż za fosą. To dobry moment, żeby na tle zamku zrobić sobie rodzinne zdjęcia.

W majowe weekendy możliwy jest spacer z przewodniczką. Warto chwilę poczekać, zobaczycie wtedy wszystkie sekrety tego miejsca, także te drzewo z oddychającymi korzeniami.

Azalie i różaneczniki to kolejna atrakcja Arboretum. Warto wybrać się szczególnie wtedy, gdy dzień jest słoneczny. Gra barw, cieni i światła powodują, że zapamiętujemy te miejsca jako niezwykle urocze i chcemy wracać do Arboretum co roku.

W te weekendowe dni maja otwarta jest także druga część Arboretum, zwykle zamknięta dla widowni przez cały rok, a otwarta tylko dla pracowników naukowych.

Na koniec wycieczki zawsze wracam do pięknych magnolii. Mam jedną w ogródku, ale chyba zrobiłem jakiś błąd, bo nie chciała rosnąć i kwitnąć.

Kiedy już będziecie po zwiedzaniu Zamku Kórnickiego i Arboretum, kierujcie się w stronę jeziora. przy promenadzie znajduje się lodziarnia z pysznymi czekoladowymi kulkami, a w promieniu 50 m od jeziora dwie kolejne.

Zapraszam też do obejrzenia innych kolarskich perełek z takich miejsc jak Szwajcaria, Mużaków, Rogalin, Wartostrada: https://antrejka.pl/category/kolarskie-perelki/

Polubcie antrejkę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – Kórnik część druga

O Kórniku, jako kolarskiej perełce już pisałem w pierwszej części, ale obiecałem, że takich części będzie więcej, bo Kórnik na to zasługuje.

Oprócz wielkich walorów turystycznych i rekreacyjnych Kórnik słynny jest także z tego, że pielęgnowane są tutaj kolarskie tradycje i to już od 1977 roku, kiedy p. Kazimierz Gogolewski założył pierwszą sekcję kolarską. Klub uczniowski Jedynka założył w 2000 r. p. Robert Taciak, były kolarz. Zawodnicy tego klubu w krótkim czasie stali się potęgą w kategoriach młodzieżowych przywożąc medale nawet z mistrzostw świata i Europy. Gwiazda i wychowanek klubu Mateusz Taciak jeździł w reprezentacji Polski i w grupie zawodowej CCC. Szczególnie dobrze wychodziła mu jazda na czas. Kasia Pawłowska była 2 razy mistrzynią świata na torze, a także mistrzynią Europy w wyścigu punktowym, reprezentowała nas na Olimpiadzie w Londynie. Ostatnio na gwiazdę polskiego kolarstwa wyrosła Nikol Płosaj, ale jest też kilkoro innych zdolnych juniorów.

Jak już pisałem w pierwszej części, Kórnik to taka baza wypadowa do wielu wycieczek rowerowych. Jest zarówno miejscem startu takich wypraw, jak i miejscem docelowym wycieczek z wielu miejsc. Pisałem już jak połączyć się z Poznaniem i Wartostradą, jadąc czerwonym szlakiem przez Kamionki.

Do pięknego Rogalina najbezpieczniej dostać się kierując się na Mościenicę, a potem cały czas prosto, aż do leśnej drogi Rogalińskiej łączącej Daszewice z Rogalinem. 10 km trasy jest w lesie, czyli teraz już bez maseczki, a potem kilka kilometrów przez pola, tak więc bezpiecznie dla rodziny. Najlepiej wybrać się dzień po deszczu, wtedy łatwiej jechać, bo piach jest mniejszy.

Turystyczne perełki to nie tylko Zamek i Arboretum. W okolicy gospodarze pobliskich wiosek przygotowali takie niespodzianki jak np. szlak bobrowy i wieża widokowa w Czmońcu. Przed wyprawą sprawdźcie, czy nie jest akurat w remoncie. Uważajcie też co leży w piachu na drodze tuż przed wieżą. Rzadko kto tam zagląda więc w ciepły dzień może się wygrzewać w pasku piękny i okazały wąż. Zwierząt jest tam mnóstwo, co widać po śladach w pobliżu wieży, ale żeby je spotkać trzeba by się wybrać bardzo wcześnie rano.

Łabędzie można spotkać w wielu miejscach. Ja spotykałem je na wycieczkach z Kórnika do 4 różnych miejsc, w samym Kórniku także. Pamiętajmy, żeby ich nie dokarmiać chlebem.

Dworek w Koszutach znacie już ze zdjęcia profilowego Antrejki. Tym razem pokazuję drugą stronę, także piękną. W środku dworku znajduje się muzeum. Na zewnątrz piękny park. Jest tam stoliczek z krzesełkami, przy których zawsze robię sobie przerwę w podróży i sięgam po kawę z termosu. Wycieczka zaczyna się na wiadukcie w Kórniku, ale nie za bardzo się rozpędzajmy, bo zaraz za wiaduktem trzeba zjechać w drogę prowadzącą do pięknej aleji drzew, pomnika przyrody. Gdy zobaczymy zabudowanie kierujemy się na nie i dalej, obok pomnika bohaterów wojny, w kierunku Koszut.

Ciąg dalszy, o tej mojej ulubionej perełce kolarskiej, ze zdjęciami Zamku i Arboretum, już wkrótce.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Spacer, rowery, uziemienie

Nasz codzienny areszt został od dzisiaj trochę zmniejszony. Możemy chodzić po lesie i to w dodatku, jak zapewnił minister środowiska, bez masek. Zakładać trzeba na leśnych parkingach i leśnych drogach publicznych. Naukowcy już wielokrotnie przypominali, że tak samo jak dieta, środowisko, geny, nałogi, wpływ na nasze zdrowie ma także nasz ruch, czyli ćwiczenia fizyczne, spacer, bieganie i inne sporty. Warto pamiętać, że mając lat 45+ za sobą, trzeba czasami zrezygnować z leżenia na plaży i zrobić sobie godzinny spacer. Zadziała on równie dobrze na nasze serce jak i na mózg. Jeśli uda nam się spacerować codziennie, będzie to najlepsze lekarstwo jakie moglibyśmy dostać. Spacerowanie z kijkami jest podobno jeszcze lepsze.

BMI, czyli wskaźnik masy ciała, liczony waga w kg / kwadrat wzrostu w metrach.

Najlepszy dla naszej pamięci i zdrowia wg dr. Bredesena byłby ten oznaczony zielonym tłem, czyli 18-25. Niektórzy lekarze zalecają jednak zachowanie pewnej rezerwy kalorii na wypadek kryzysu organizmu, czyli jakiejś choroby, a taki może teraz wystąpić. Myślę, że BMI = 27-28 też będzie dla nas (osób z dużą nadwagą ) dobre.

Najlepszy sposób na taki wynik, to codzienna jazda na rowerze stacjonarnym przez 1h. Stracimy 600 kcal. 8 000 kcal to strata masy 1 kg. Ja pozbyłem się w ten sposób 30 kg. Od dzisiaj możemy jeździć także po lesie.

Najlepiej, gdy będziemy ćwiczyć po przebudzeniu a przed śniadaniem. Pamiętajmy, żeby ustawić pokrętło na jedynkę. Bez tego możemy sobie uszkodzić kolana. Mamy już co najmniej 5 krzyżyk.

Dla ludzi starszych, którymi się opiekujemy, kupujmy rower ze stabilną podstawą. Ruch to najlepsze lekarstwo, jakie możemy zafundować starszym ludziom.

Przełom kwietnia i maja, to najlepszy czas na zaaplikowanie sobie najtańszego środka przeciwzapalnego. Każdy kto chodzi na bosaka po trawie w swoim ogródku, albo po plaży nad morzem, wie jaką to sprawia organizmowi przyjemność i ulgę.

Kiedy stąpamy bosą stopą po trawie, piasku, ziemi powodujemy uziemienie organizmu. Bogactwo elektronów z ziemi poprawia równowagę w naszym organizmie, zmniejsza stres, poprawia sen.

Są badania potwierdzające związek między stanem zapalnym w naszym ciele, a wszelkimi chorobami przewlekłymi, starzeniem się organizmu i chorobami wieku starczego. Możemy go trochę złagodzić poprzez uziemienie naszego ciała. Są różne oceny, ile czasu należy poświęcić, żeby nastąpił najlepszy efekt, od 20 do 80 minut. Myślę, że 2 godzinny spacer nad brzegiem morza, albo piknik nad jeziorem, czy też w przydomowym ogródku będzie już działał na nas bardzo pozytywnie. Ściągajmy buty chociaż na 10 minut w ogródku.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Moje rowerowe marzenie

Wśród licznych ofert turystycznych wypraw rowerowych, zawsze moje zainteresowanie najbardziej wzbudzała wyprawa najpiękniejszą trasą rowerową, jaką kiedykolwiek widziałem. To trasa narodowa nr 9 w Szwajcarii szlakiem jezior. Trasa zaczyna się przy Jeziorze Bodeńskim, na styku Szwajcarii, Niemiec i Austrii. To trasa na którą warto zabrać dobry aparat fotograficzny, bo zdjęć, z których można robić kartki widokowe, będziecie mieli po powrocie do domu setkę.

Prowadzi do innego wielkiego jeziora J. Genewskiego, wśród szczytów, liczących nawet ponad 4000 metrów n.p.m.. Mimo, że trasa nie prowadzi przez szczyty, a między nimi, a najwyższa przełęcz to około 1550 m i potem zjazd do 400 metrów n.p.m., to w sumie przewyższenie na trasie przekracza 4 tys. metrów, więc warto tę podróż rozłożyć sobie na 4-6 dni jazdy, zależnie od sił. Po drodze zajrzymy do księstwa Liechtenstein, w Rapperswill (na zdjęciu) warto zapytać o polonika, które są mocno zagrożone (brak finansowania po 2022 roku). Przejedziemy obok jeziora 4 kantonów, zajrzymy do średniowiecznej Lucerny, zobaczymy najwyżej położoną linię kolejową. Dla najmocniejszych kolarzy do zdobycia będzie piękna góra, ponad 3 600 metrów n.p.m., ale większość kolarzy wchodzi na nią pieszo, bo zazwyczaj szybciej idą niż jadą. My mieliśmy w ekipie koleżankę, której waga i przerzutki w rowerze pozwalały na wyprzedzanie wszystkich pod górę, mimo, że na płaskim nie była najlepsza. Warto się zastanowić przed wyjazdem jaki rower zabrać ? Kto inny zabrał rower trekkingowy, świetny na dobrze przygotowanych ścieżkach asfaltowych i szutrowych, ale za to pod stromą górę prowadził rower pieszo, gdy na „góralu” nie mieli problemu nawet najsłabsi. Coś za coś.

Szlak nr 9 to szlak jezior i te rzeczywiście będą nam towarzyszyć całą drogę, na szczęście każde z nich ma trochę inne otoczenie, więc nie znudzą się nawet przez tydzień.

To mój ulubiony widoczek, choć zrobiony o zmierzchu. Trochę nasza grupa się podzieliła, ja akurat byłem w parze bez elektronicznej mapy. Kiedy z góry zobaczyliśmy nasze miejsce docelowe, po sporej wspinaczce, wiedzieliśmy już, że nie trzeba będzie wracać i szukać innej trasy. To była wielka ulga i radość.

Trasy są oznaczone bardzo dobrze, a naszą niebieską dziewiątkę widać z daleka. Znaki są ustawiane przy każdej zmianie kierunku.

Spacer wokół słynnego zamku Gruyères jest obowiązkowy.

Ten widoczek był zaskoczeniem. Koleżanka krzyknęła nam „idźcie tam, tam są renifery”. To poszliśmy. Jakieś dziwne te renifery, inaczej je sobie wyobrażałem z filmów o czerwononosym.

To duże jezior jest miejscem bardzo licznie odwiedzanym przez turystów wodnych. Jak na naszą grupę trochę za tłoczno, ale sporty wodne są tutaj uprawiane masowo. Zrobiliśmy sobie piknik i w drogę.

Mostki rowerowe poprowadzone są także w poprzek wodospadów.

Im wyżej, tym woda w jeziorach była zimniejsza, ale są i tacy co poszli na całość. Pozostali zmoczyli tylko nogi.

Miło jest popatrzeć z góry na drogę, którą niedawno się wspinaliśmy.

Wartostrada – czyli jak Poznań, po latach, wrócił nad Wartę

Przez wiele lat nadbrzeża Warty były bardzo zaniedbane. Zaglądali tam głównie wioślarze i kajakarze, wychodzący do wody z pobliskich przystani klubów sportowych. Czasami pojawiali się wędkarze. Pod mostami spotkać można było wozy cygańskie. Latem na ściętą trawę wychodzili plażowicze z nadrzecznych osiedli ratajskich.

Włodarze miasta postanowili przywrócić ten teren mieszkańcom. Przywrócili go na kilka sposobów. Można tam spędzić aktywnie czas całą rodziną. Jedna strona Warty ma już ścieżkę asfaltową od mostu Przemysła do mostu Lecha. W Naviki można sobie wyznaczyć trasę, w której jedzie się jedną stroną Warty, a wraca drugą.

https://www.naviki.org/pl/naviki/zaplanuj-trase/#p=52.40801093504243,16.935943872720173&z=12&d[0]=52.410235,16.942317&d[1]=52.38343,16.935006&d[2]=52.429076,16.963747&d[3]=52.410884,16.939536&rp=daily

Północna strona ma jeszcze fragmentami polne ścieżki

Wycieczkę rodzinną nad Wartą, można też połączyć z dwoma innymi atrakcyjnymi terenami, przygotowanymi na rodzinną jazdę rowerem: Cytadelą i jeziorem Maltańskim.

Bardziej wytrawni rowerzyści pojadą szlakiem nadwarciańskim za mostem Lecha aż do Biedruska, a potem na Bindugę. Za mostem Przemysła, z kolei, szlak nadwarciański prowadzi bardzo atrakcyjną trasą przez Dębinę, aż do Puszczykowa np. do słynnej lodziarni przy stacji kolejowej.

Z kolei przez Cytadelę, można pojechać w kierunku parku Sołackiego i jezior Rusałka, Strzeszyńskie i Kierskie. Też piękna trasa.

Most przy Katedrze, z kłódkami zakochanych

Tak więc katedra stała się miejscem zbiórki dla wielu wycieczek rowerowych. Nad Wartą powstało wiele plaż, gdzie można odpocząć, wypić kawę, ale też pograć w siatkówkę plażową i inne sporty. Ograniczono z czasem miejsca, gdzie można wypić piwo, bo przez jakiś czas, na ścieżkach, po weekendowym imprezowaniu, leżało dużo szkła.

Dzięki Wartostradzie wielu ludzi zamieniło letni transport publiczny na rower, w drodze do pracy. Powstały siłownie plenerowe wzdłuż trasy.

Wielu rowerzystów (mi też to się często zdarza) woli bardziej dzikie tereny na jazdę rowerem, czyli polne i leśne ścieżki. Muszę jednak przyznać, że, tak Wartostrada w Poznaniu, jak i promenada w Kórniku, przywróciły rzekę i jezioro mieszkańcom, a szczególnie rodzinom, a ja znajdę sobie inne, dzikie pola na terenową jazdę. Niedługo je opiszę w kategorii Kolarskie perełki. Następny odcinek będzie o Mużakowie i pobliskich parkach, lasach i mostach.

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – Kórnik część pierwsza

Kórnik, to taka perełka kolarska, że jej opis zajmie przynajmniej trzy artykuły, ale między nimi, pokażę także inne, wspaniałe miejsca dla rowerzystów. Niektóre będą także spoza regionu, a nawet kraju.

Do planowania tras używam najczęściej aplikacji z naviki.org albo samej tej strony. Przykład dla trasy z Poznania do Kórnika poniżej:

https://www.naviki.org/pl/naviki/zaplanuj-trase/#p=52.30965666250452,16.986061111908213&z=11&d[0]=52.368873,16.932062&d[1]=52.244056,17.090781&rp=daily

Jak widać, trasa jest wyznaczona szlakiem turystycznym i nie warto z niego zbaczać, bo jest naprawdę dobrany w sposób optymalny. Początek, w Poznaniu, doradzam przejechać wolno chodnikami, przy lotnisku Krzesiny można się rozpędzić, a dalej trasa, aż do Mościenicy, prowadzi lasami.

Jedna z pięknych aleji na Ziemii Kórnickiej

Właśnie trasy leśne to jest to, co mnie zauroczyło na początku. W Kórniku jest mnóstwo atrakcji, takich jak zamek, arboretum, promenada, plaże, ale jazda na rowerze, po leśnych drogach, była moją pierwszą kórnicką miłością.

Pomost w Mościenicy

Jeżdżąc z dziećmi, warto robić sobie przerwy. Blisko Kórnika jest Mościenica, gdzie można zjechać z trasy w stronę jeziora. Zastaniemy tam pomost, plac zabaw i siłownię. Jest także ławeczka, ustawiona tak, że mamy przed sobą ładny widok. Warto wziąć ze sobą termos z kawą i chwilkę tam posiedzieć. Wcześniej, taką przerwę, można zrobić w pobliżu ronda w Kamionkach, za Orlikiem jest wiata z ławeczkami, stołem i plac zabaw.

Kładka na ścieżce zdrowia nad jeziorem Kórnickim

Gdy dojeżdżając do kórnickiego stadionu na Błoniach, mamy jeszcze siły, można przedłużyć sobie trasę. Skręcamy wtedy w stronę jeziora, a tuż przed bramą jedziemy w prawo kierując się na ścieżkę zdrowia. Uważajmy na drewniane kładki, bo przy mijaniu się z innymi rowerzystami będzie problem, żeby się razem zmieścić. Są krótkie, widać kto jedzie z naprzeciwka, więc lepiej przepuścić tych co już wjechali.

Na pewno warto się zatrzymać na chwilę i obejrzeć panoramę Kórnika z drugiej strony jeziora, z przepięknym kórnickim zamkiem. Potem w Bninie wjeżdżamy na chodnik i dojeżdżamy do promenady.

Część dotycząca samego Kórnika, już niedługo w Kolarskich Perełkach, ale następny odcinek będzie o Wartostradzie.

https://antrejka.pl/category/kolarskie-perelki/

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Kolarskie perełki – czyli najbardziej atrakcyjne miejsca na wycieczki rowerowe – Rogalin

Do Rogalina ludzie przyjeżdżają często samochodami. Zaglądają potem do muzeum, do parku, siadają przy pysznych lodach, zbierają kasztany, odpoczywają w pięknym parku, lub idą obejrzeć najstrasze z 2000 rogalińskich dębów, czyli Lecha, Czecha i Rusa. Mogą też przejść obok dębu Edwarda do punktów widokowych. Jest tam wszędzie pięknie, bo pałac i park przeszły odnowę kilka lat temu.

Brać kolarska ma jednak dodatkowe atrakcje. Z pobliskiego Poznania do Rogalina można się udać dwoma trasami. Obie piękne.

Z jednej strony Warty należy jechać szlakiem nadwarciańskim do Puszczykowa, a potem przedłużyć go ulicą Nadwarciańską, aż do drogi do mostu. Można wcześniej ściąć ulicą Niwka Stara, będzie bliżej. Po drugiej stronie mostu kierujemy się, wzdłuż wału, na drewniany kościółek w Rogalinku, a potem przez majątek Rogalin, wśród pięknych krajobrazów, kierujemy się do Parku.

Druga trasa prowadzi ze Starołęki, czerwonym szlakiem obok kościoła, przez autostradę i obok lotniska z F16, potem lasem do Daszewic. Można też skręcić w lesie, przy zabudowaniach, w prawo nad Wartę. W Daszewicach, do których dojeżdżamy lasem, szukamy kierunkowskazu na Rogalin. Po chwili jesteśmy na polnej, a potem leśnej drodze, aż do Rogalina. Tą drogą najlepiej wybrać się dzień po deszczu, bo inaczej może być trochę piachu i trzeba będzie 2 km prowadzić rower. Na rowerach górskich nie ma problemu.

Kiedy wreszcie dojedziemy do pałacu miejsc piknikowych znajdziemy pełno. Miejsca widokowe z ławeczkami, ławki przy najstarszych dębach, w pałacowym parku i przed parkiem.

Naszym ulubionym miejscem jest ławeczka w parku, między dwoma pięknymi drzewami z widokiem na pałac. Kawa z termosu i kanapki od razu lepiej smakują.

Po drugiej stronie Pałac też piękny, a kasztanów tak dużo, że dla każdego starczy. Przed powrotem warto jeszcze wstąpić do Galerii w Pałacu i do Mauzoleum Raczyńskich, albo wstąpić na słynne lody p. Twardowskiej lub czerninę. Pokręćcie się, na pewno znajdziecie te dwa miejsca.

Wycieczka Wam się bardzo spodoba, choć z Poznania będzie męcząca i raczej dla zaprawionych rowerzystów. Ja tam jeżdżę przynajmniej 3 razy w roku. Najczęściej leśnymi ścieżkami, ale zdarza mi się także przez Kórnik, a potem Radzewo.

Kórnik to perełka, którą opiszę w kolejnym artykule, w kategorii „Kolarskie perełki”. https://antrejka.pl/category/kolarskie-perełki/ To miasteczko z pięknymi kolarskimi tradycjami.

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Wiara z naszego fyrtla zaprasza…

Na razie obowiązuje u nas hasło #zostanwdomu, ale trzeba wierzyć, że już w maju będziemy pędzić na rowerach po lesie. Żeby przegonić wirusa, już teraz zapraszam Was na przejażdżki. Kiedyś napisałem taki tekst, żeby zachęcić kolegów z pracy i sąsiadów. Pośmiejcie się, a w maju do zobaczenia na rowerach.

Na granicy Szwajcarii i Francji. Zakończenie trasy przez całą Szwajcarię.

Wiaruchna,

Wiara z naszego fyrtla zaprasza w maju, tych, co som jeszcze na fleku i majom mocne giyry, na runde na rowerach. Jo mom rajzefiber i już tero rychtuję swojego rzęcha co i wiaruchnie radzę, żebyście się potem nie dygli na nich, bo będzie poruta.

Mele nie powinny się pindaczyć w dyrdoki, ino wziąć stare lumpy, bo będzie glajda i nowe ciuszki będą oglajdrane.
Na rowerach nie wolno się stalować, bo można się wykopyrtnąć, spartolić sprzęt, nabić biniola lub uślumprać.

Nikt nie powinien być nabąbany przed jazdą, ale można wziąć wuchtę wałuwy np. sznytki z obkładem. Mogą być skibki z gzikiem lub kromki obłożone leberką, a gdy ktoś jest słodka dupka lub słodki pamper to i szneki z glancem.

Jak ktoś lubi to weźmie redyski, glubki, jabzo lub pestki z korbola. To wszystko ma być w tytkach i rukzaku, żeby się nie taśtało przy kierownicy.

Guły i ci co mają fefry powinny zostać w domu, co by nie ględziły i brynczały „a daleko jeszcze” w trakcie rundy. Kto nie jest gamułą niech jedzie z nami !!!

Weśta wiaruchna jeszcze bejmy, znicz, bryle, glazejki, badejki z pampersem i hełmy.
Prześlijcie dalej jak znacie jakąś fajną wiarę z naszego fyrtla co są jeszcze na fleku i lubią rowery