Archiwa tagu: Duma Wielkopolski

Lechita, którego kochali w Warszawie

To kolejny medalista w Lechu, którego kochali także kibice innych klubów. Kupcewicza w Arce, Guta w Odrze, a Piotra Mowlika w Legii. Grał tam 6 lat, podobnie jak w Lechu i to w barwach tego klubu zdobył medal na Olimpiadzie w Montrealu w 1976. Zagrał w finale, zmieniając słabo spisującego się Janka, kiedy przegrywaliśmy 2:0. Niestety b. dobra gra pana Piotra nie pomogła, bo bramkarz drużyny przeciwnej był też świetny. Szkoda, bo po tym meczu pożegnał się z kadrą pan Kazimierz Górski. Miał sporo pretensji do zaangażowania piłkarzy. Trzecia drużyna świata nie powinna przegrywać zawodów, w których wtedy liczyły się tylko państwa z bloku wschodniego.

Na youtube są dostępne fragmenty tego meczu jak i innych meczów reprezentacji.

W kadrze pan Piotr grał głównie mecze towarzyskie, ale miał możliwość zagrać w finale olimpijskim i dwóch meczach eliminacyjnych z Maltą do Mundialu’82 w Hiszpanii. Zdobył drugi swój medal, także srebrny, ale był tam rezerwowym. Ten medal zdobył w barwach Lecha, ale podobnie jak z było z Romkiem Jakóbczakiem w MŚ’74, nie dostał szansy gry. Bardzo mu wtedy kibicowaliśmy i cieszyliśmy się, że dostał się do kadry. Dziwiliśmy się, że nie było w niej Mirka Okońskiego. Co by było gdyby ?

Na zrobienie większej kariery zabrakło chyba wzrostu. 178 cm to było za mało dla trenerów kadry i ci woleli wyższych bramkarzy, ale jego pewność w grze i zawsze doskonała forma sprawiały, że w tej kadrze był przez wiele lat i ma dużo występów w meczach towarzyskich.

Wiele lat grał z kontuzją. Ta kontuzja chyba pozwoliła mu przejść do Lecha. Legia sądziła, że już nie warto inwestować w tego piłkarza, a Lech miał przez 6 lat bardzo pewny punkt drużyny. Pana Piotra pamiętam jako bardzo sprawnego bramkarza, szczególnie na linii bramkowej, ale rzeczywiście, czasami górnych piłek nie sięgał. Był też bardzo twardy, jak na bramkarza przystało. Często grał z kontuzją, a nawet w kamizelce z połamanymi żebrami (w Stanach).

W Lechu osiągnął dwa sukcesy, zdobył Puchar Polski i Mistrzostwo w 1983 r. To była wtedy paka. O Kupcewiczu już pisałem, o Okońskim napiszę wkrótce, zaraz po medalistach.

Najbardziej pamiętamy pana Piotra z 2 meczów. Debiutu Lecha po powrocie do ekstraklasy, chyba w 1972 roku, gdy pana Piotra, wtedy gracza Legii, pokonał z wolnego Roman Jakóbczak, a także z meczu w Częstochowie w 1980 r.

Kibiców, którzy wtedy byli na meczu, bardziej interesowało to co się działo na trybunach, bo latały wtedy krawężniki i każdy widz był zagrożony, także kobiety i dzieci. Podobno było kilka ofiar śmiertelnych, jak mi opowiadali wtedy koledzy z Dębca. Ja, oglądając mecz w telewizji, martwiłem się w tym czasie formą Lecha i porażką 0:5. Jedną z bramek strzelił Lechowi Mirek Okoński, który odpracowywał w Legii wojsko, a pan Piotr miał jeden ze słabszych meczy w karierze. Miał w tym dniu ciężkie, osobiste przeżycia i nie powinien grać.

Trener Łazarek bardzo chwalił pana Piotra za postawę na treningach. To potem było widać w meczach. Był zawsze świetnie przygotowany, szybko wychodził do pozycji sam na sam i wiele z nich wygrywał. Miał świetne wyczucie, gdzie piłka poleci, świetny refleks i robił cudowne robinsonady.

W kategorii Duma Wielkopolski https://antrejka.pl/category/duma-wielkopolski/ jest już kilku medalistów Olimpiad i Mistrzostw Świata, którzy grali kiedyś w Lechu. Jest jeszcze jeden piłkarz z medalem z tamtych czasów. Napiszę o nim za tydzień. Potem przejdę do medalistów trochę młodszych, a potem do gwiazd Lecha.

Polubcie antrejkę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Zajrzyjcie na tę stronę, jest dużo ciekawych ofert na Dzień Dziecka:

Miszcz olimpijski w Kolejorzu

Ja dyrdałem na Kolejorza już jak miał 11 lat. Pisał ja niedawno o niedoszłym miszczu świata tutej:

Tera czas na szczuna, który grał w giyrę z Czekuladą i był miszczem olimpijskim. Miał więcej farta, niż Czekulada. Zadebiutował na olimpiadzie w bardzo ważkim meczu z NRD. Maludy i gzuby pewnie nie wiedzą co to. Na Mundialu 74 też grał w meczach z Haiti i Szwecją.

Winettou, miał taką ksywę, zagrał także w finale olimpijskim z Węgrami. Wszyscy my się glapili wtedy w telewizor i znali my każdego grajka.

Kanał tvp.sport na youtube:

Ale ja czekoł jeszcze 2 lata, aż w Kolejorzu zagro. Ja poszedł na blałkę, wziął szalik na bary i szpycał jak gro miszcz olimpijski. W Kolejorzu grał 5 lat, przyszedł do nas po Mundialu z Odry Opole. Miał bardzo szybkie szkiety, 100 m w 11 sekund, a chapał za dwóch. Biegał wte i wewte, albo fyrał przeciwnikom do przodu, albo ganiał za napadziorami. Nie sieknął ani jednej kasty, ale jo zapamiętał go. Jak fyrał w przód to gibał się na 2 strony i miał swój knyf na guły od rywala. Nawet jak była glajda, to dawał szpunta w przód, a łoni się ligali i byli cali oglajdrani. Podobno nie palił ćmików i nie chloł gorzoły. Nie brenczał, ino harował na boichu. Po prostu Miszcz.

Zbigniew Gut zmarł w 2010 roku, we Francji, do której wyjechał z Kolejorza. To wspomnienie w poznańskiej gwarze, jest po to, żeby go przypomnieć poznańskim kibolom. Antrejka.pl ma, wśród innych, takie 2 cele, przypominanie gwary i dawnych mistrzów Kolejorza, takich jak Czekulada i Winettou. Bardzo go lubiłem za to, że nie odpuszczał, był pracowity, grał w prosty sposób, ale, przez to trudny dla przeciwnika. Czasami podwórkowym zwodem, uwalniał się od 2, 3 rywali. Pewnie w Opolu też go dobrze wspominają, bo do kadry wszedł jako piłkarz Odry, ale za złoty medal olimpijski kochała go wtedy cała Polska, za mundialowe srebro zresztą też, choć wtedy bohaterem został Adam Musiał z krakowskiej Wisły, posadzony podobno na ławkę za niesubordynację w meczu ze Szwecją. Już takich szczegółów nie pamiętam. Dobrze, że Winettou był w Lechu i mogłem go oglądać na własne oczy. Kiedy w Kolejorzu zagra znów mistrz olimpijski, świata lub Europy. Oby już po EURO 2021.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Czekulada – piłkarz który mógł być mistrzem świata

Takich piłkarzy, którzy decydowali o obliczu Kolejorza, było pewnie kilku, ale ja, jako młody, wtedy 11 letni, chłopak, najlepiej zapamiętałem właśnie Jakóba, zwanego także Czekuladą. Roman Jakóbczak trafił do Lecha po półrocznej karencji (razem z Włodkiem Wojciechowskim), bo odchodził z Pogoni Szczecin w 1971 roku bez wymaganej zgody klubu, gdy Kolejorz walczył o powrót do ekstraklasy. To właśnie od tego czasu trwają animozje między kibicami obu drużyn.

Mój pierwszy mecz Lecha, na który przyszło 60 tys. widzów, poprzedzony był paroma nowinkami (dla mnie). Jechałem na mecz razem z kolegami, ale ostatnie 2 przystanki, to już był taki ścisk, że wszyscy wisieliśmy na schodkach, tyłkami wystając poza tramwaj. Kiedy już dojeżdżaliśmy do stadionu wszyscy zaczęli wyskakiwać w biegu. Niestety, wtedy przekonałem się, że nie wolno się zatrzymywać, tylko trzeba biec w kierunku jazdy. Dziura w nowiutkich, świątecznych spodniach na kolanie została na pamiątkę mojego pierwszego meczu. Potem koledzy mi powiedzieli, że trzeba się przykleić do kogoś starszego, jak do taty i tak przejść bramkę, bo inaczej nie wpuszczą na mecz. Udało się. Wygraliśmy 3:0 z ROW-em Rybnik.

Parę tygodni później Lech był w I lidze (teraz ekstraklasa). Pierwszy mecz, po powrocie do ekstraklasy, był z Legią. Przyszło 45 tys. widzów na stadion, ale mecz chyba leciał też w telewizji. Jakób strzelił w drugiej połowie z wolnego i Lech wygrał 1:0. Fajnie, wygraliśmy z wielką wtedy Legią drużyną Gadochy, Deyny, Blauta, Ćmikiewicza, Stachurskiego. Bronił wtedy w Legii Piotrek Mowlik, który później grał w Lechu. Po paru następnych meczach zaczęły krążyć legendy, że jak Jakób strzela wolnego, to albo pada ktoś z muru, albo pęka poprzeczka, albo bramkarz wpada do bramki z piłką. Rzeczywiście, przeciwnicy nie mieli łatwo, na szczęście częściej piłka leciała nad murem lub obok i wpadała do siatki. Miał chłopak niezłe kopytko i chyba damski rozmiar buta, co dawało jeszcze większą moc. Teraz do treningów rzutów wolnych ustawiany jest mur z manekinów. Wtedy musieli stać koledzy. Podobno już we Wrześni, gdzie zaczynał karierę, poobijał żebra wielu z nich.

W Lechu trafił na trenera Białasa, który też lubił strzelać i razem pracowali nad ułożeniem nogi, tak, żeby do siły doszła precyzja. I doszła. Mimo, że był pomocnikiem, strzelał niewiele mniej bramek od napastników. Zawsze precyzyjnie tuż obok słupka lub w okienko. Zauważył go w końcu także trener Górski. Pamiętam jego chyba pierwszy mecz w kadrze, ale nie ma go w kronikach, bo to był sparing z klubem, o ile pamiętam z holenderskim Twente Enschede wygrany 2:0. Jakób stał po prawej stronie, jakieś 5 m od połowy boiska i leciała na niego taka półgórna piłka. Ponieważ mu kibicowałem, mówię sobie, dobrze przyjmij na klatę i wystaw szybkim napastnikom. Nie pamiętam już, czy grał Gadocha. Lato strzelił drugą bramkę na wypełnionym, po brzegi, płockim stadionie (padł chyba wtedy rekord frekwencji, prawie 30 tys. widzów). Obaj byli szybcy i biegali 100 m w 11 sekund. No a Romek, zwinął się w powietrzu i kropnął z woleja, z pół obrotu, w kierunku bramki. Kamera przestawiała się powoli i nagle widzimy w telewizorze jak piłka wpadła między ręką bramkarza a poprzeczką. Bramkarz wyszedł kilka metrów przed bramkę, bo się nie spodziewał, że ktoś kropnie z taką siłą, z połowy boiska i to z miejsca, bez rozbiegu.

Gra Romka nie była skomplikowana, miał dobry przegląd pola, nie pozwalał sobie odebrać piłki, umiał dokładnie i mocno zagrać nawet na 40 metrów, ale jak miał trochę wolnej przestrzeni to się rozpędzał i szedł jak taran, często na przebitkę, byle dotrzeć do 25-30 metra i stamtąd kropnąć na bramkę, lub obsłużyć napastnika, albo wywalczyć rzut wolny. Często był faulowany, co w tej okolicy stanowiło potężną groźbę dla przeciwnika. Dzięki takim akcjom wygrał nie jeden mecz dla Lecha.

Jakób zagrał kilka razy w reprezentacji, ale wtedy grali w niej Deyna, Kasperczak i Maszczyk, a w rezerwie był jeszcze Ćmikiewicz, więc ciężko się było przebić. Kibice Lecha mieli oczywiście straszne pretensje do trenera Górskiego. Na MŚ 74 Roman Jakóbczak na szczęście się załapał i pojechał. I kiedy był mecz z Niemcami, na boisku pełnym wody, gdzie mokra piłka była bardzo ciężka, a strzały Gadochy i Deyny leciały w okienko, ale za słabo i Sepp Mayer łapał wszystko, bo miał mecz życia, pomyślałem sobie: w 60 minucie trener wpuści Jakóba, a ten kropnie jak z armaty i Mayer wpadnie do bramki razem z piłką.

Nie wszedł. Trener zrobił inne zmiany. Nie zostaliśmy mistrzami świata. To był ten dzień i ten mecz, kiedy Romka Jakóbczaka mógł zapamiętać cały świat, a tak pamiętają go kibice z Wielkopolski i z francuskich klubów, gdzie spędził parę lat po odejściu z Lecha. Dziękujemy Panie Romanie za wszystkie te emocje.

Jeśli podobał ci się artykuł polub stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Waleczne Serce!

Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie trochę zarozumiałego, zbyt pewnego siebie. W seniorach Kolejorza otrzymał szansę debiutu już blisko 3 lata temu, ale droga do następnych ekstraklasowych występów w niebiesko-białych barwach okazała się dla niego wyjątkowo kręta i wyboista. Był ważną postacią kolejnych reprezentacji młodzieżowych, jednak cały czas czeka na powołanie od selekcjonera kadry U-21, Czesława Michniewicza.  Część z Was pewnie już się domyśla o kim mowa, ale gwoli formalności – pierwszym bohaterem cyklu „Duma Wielkopolski” będzie Tymoteusz Puchacz.

Chociaż z Lechem popularny „Puszka” związany jest od 2013 roku, jego kariera mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Jak zdradził w jednym z jesiennych wywiadów dla Przeglądu Sportowego (autor Maciej Sypuła):

„…Miałem 13 lat i grałem w turnieju, gdzie mierzyły się ze sobą reprezentacje różnych województw. Tam właśnie wypatrzył mnie Radosław Kucharski, który wtedy był skautem Legii. Wpadłem mu w oko, od razu odszukał moich rodziców i powiedział, że z miejsca mnie biorą do siebie. Byłem kibicem Lecha od zawsze, ale tata mówił mi wtedy, że nie mogę tak na to patrzeć, bo przede wszystkim muszę grać w piłkę i skupiać się na rozwoju…”

Ostatecznie wszystko skończyło się po myśli pochodzącego z okolic Świebodzina zawodnika, ponieważ chwilę później ofertę złożyli także Poznaniacy i Tymek bez wahania wybrał rozwój w położonej we Wronkach prestiżowej akademii.

Pierwsze koty za płoty

W Lechu dosyć sprawnie pokonywał kolejne szczeble na poziomie juniorskim, z czasem coraz głośniej pukając do drzwi pierwszego zespołu. Swoją szansę otrzymał od Nenada Bjelicy, który wpuścił nastolatka na ostatnie 10 minut w wyjazdowym spotkaniu sezonu 2016/17 przeciwko Termalice Bruk-Bet Nieciecza. Jednak pierwszym tak naprawdę poważnym testem dla „Puszki” miało okazać się dopiero wypożyczenie do pierwszoligowego Zagłębia Sosnowiec, do którego trafił zimą 2018 roku – podobną drogę w przeszłości pokonywało wielu innych adeptów akademii, z Janem Bednarkiem czy Robertem Gumnym na czele. W Sosnowcu na młodzieżowego reprezentanta Polski nie czekała jednak żadna taryfa ulgowa, ponieważ Zagłębie pod batutą Dariusza Dudka na wiosnę miało realnie włączyć się do wyścigu o awans do Ekstraklasy. Rzucony na głęboką wodę „Puszka” poradził sobie znakomicie – na lewym boku obrony rozegrał wszystkie spotkania rundy wiosennej, walnie przyczyniając się tym samym do końcowego sukcesu Zagłębiaków.

Nie było zatem niespodzianką, że po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej Dariusz Dudek zamierzał dalej korzystać z usług ofensywnie przysposobionego obrońcy. Niestety trwało to stosunkowo krótko – po nieudanej inauguracji sezonu 2018/19 to młodziutki Puchacz stał się jedną z pierwszych ofiar awanturniczej i chaotycznej polityki Zagłębia, które w hurtowych ilościach sprowadzało kolejnych wątpliwej jakości kopaczy, desperacko upatrując w nich nadziei na utrzymanie. Pod koniec letniego okienka Tymek zrozumiał, że w Sosnowcu nie spotka go już więcej nic dobrego,  dlatego w trosce o dalszy rozwój kariery, rzutem na taśmę, zdążył zaczepić się na kolejnym wypożyczeniu, tym razem w pierwszoligowym GKS Katowice. Ostatecznie ten sezon nie należał do najbardziej udanych, ani indywidualnie dla Puchacza, który trochę obniżył loty, ani dla samej Gieksy, która sezon kończyła z hukiem spadając do drugiej ligi.

Trudne chwile

Mimo wszystko katowickiej przygody wychowanek Lecha nie może wspominać wyłącznie negatywnie, ponieważ regularna gra pozwoliła mu załapać się do kadry Jacka Magiery na Mistrzostwa Świata U-20. Kadry, w której Tymek miał być jedną z kluczowych postaci podczas rozgrywanej w Polsce imprezy. Tego okresu młody Lechita również nie będzie szczególnie wspominać – w meczu otwarcia przeciwko Kolumbii wystąpił co prawda z kapitańską opaską, ale po nieudanym występie pozostałe zmagania swoich kolegów oglądał z ławki, zaliczając jedynie epizodyczne występy z Senegalem i Włochami.

I tutaj dobrnęliśmy do momentu prawdy, jaki czekał na Tymoteusza Puchacza po powrocie z blisko półtorarocznej śląskiej tułaczki. W Lechu na całego trwała ubiegłoroczna letnia rewolucja, a jej najbardziej istotnym elementem miało być oparcie drużyny właśnie o poznańską młodzież, adeptów znanej w tej części kontynentu Akademii Lecha Poznań. Popularny „Puszka” na taką szansę czekał od dawna, ale postawione przed nim zadanie wcale nie należało do najłatwiejszych – o miejsce w składzie docelowo miał rywalizować z dużo bardziej doświadczonym, chociaż nie potrafiącym ustabilizować formy, Wołodymyrem Kostewyczem. Jako kibic dosyć sceptycznie podchodziłem do osoby wychowanka, zwłaszcza, że w przedsezonowych materiałach emitowanych w klubowej telewizji jawił się trochę jako celebryta.  Jak się później okazało – nic bardziej mylnego, tym samym biję się w pierś i pierwszy posypuję głowę popiołem. Ale po kolei.

Będą z niego ludzie

Tymek od najmłodszych lat uchodził za uniwersalnego zawodnika, występując na różnych etapach kariery zarówno w ataku, na skrzydłach, jako wahadłowy czy klasyczny boczny obrońca. Jego walory, takie jak duża szybkość, przebojowość, siła i nieźle ułożona lewa noga pozwalały mu dosyć szybko dostosować się do wizji kolejnych trenerów. Chociaż w trakcie seniorskiej kariery najczęściej ustawiany był jako lewy obrońca, trener Żuraw bardzo dobrze wiedział co robi dając Puchaczowi więcej swobody i bardziej ofensywne zadania. Po nieco chaotycznym początku z meczu na mecz mogliśmy obserwować coraz lepszego zawodnika, niezależnie czy akurat występował jako prawo czy lewoskrzydłowy. Z czasem przyszły także liczby, a warto w tym miejscu zaznaczyć, że jak już „Puszka” strzela, to w stylu „stadiony świata”.

Tutaj rajd, którego nie powstydziłby się sam Arjen Robben:

Żródło: oficjalny kanał PKO BP Ekstraklasy na YouTube

A tutaj precyzyjna lufa prosto w widły:

Żródło: oficjalny kanał PKO BP Ekstraklasy na YouTube

W dzisiejszym wpisie już dwukrotnie wspomniałem o moim nieco negatywnym, ostatecznie jednak całkowicie błędnym odbiorze wizerunku piłkarza. Faktycznie, „Puszka” lubi pogadać, nie wstydzi się kamery, czasami trochę buńczucznie wypowiada się na różne tematy. Ale bije też od niego taka bezwarunkowa, zaszczepiona już za młodzieńczych lat miłość do Lecha, a sam wielokrotnie wspomina, że gra z Kolejowym herbem na piersi to spełnienie jego marzeń. Na boisku haruje za dwóch, jeździ na tyłku do ostatniej minuty, zostawia kawał serducha. I nawet jeżeli czasami jego wypowiedź zabrzmi trochę niefortunnie, to jednak po lepszym poznaniu nie sposób go nie polubić i przede wszystkim nie szanować.

Przymiotów Puchacza, jakimi niewątpliwie są także duże przyspieszenie na krótkim dystansie, odważna gra jeden na jednego czy umiejętność zastawiania piłki, nie może dłużej lekceważyć wspomniany na wstępie Czesław Michniewicz, który przed wybuchem epidemii nosił się z poważnym zamiarem wyróżnienia Lechity powołaniem do Reprezentacji Polski U-21. Tymka pozostaje pocieszyć tym, że jeżeli dalej będzie solidnie pracował i grał swoje to nie tylko drzwi kadry uchylą się przed nim szeroko. Jeżeli tylko popracuje nad swoimi wadami, między innymi nad celnością uderzeń, grą słabszą nogą i większym spokojem w rozgrywaniu piłki to nie tylko KKS będzie miał w najbliższej przyszłości dużo pociechy z jego gry . Młody, dynamiczny, silny i lewonożny zawodnik, który z powodzeniem może obstawić kilka pozycji na boisku – chyba niewielu skautów na Starym Kontynencie nie musi obecnie poszukiwać talentów o podobnych parametrach.

Jak jeszcze zwiększyć odporność przeczytaj na antrejce:

https://antrejka.pl/?s=odporno%C5%9B%C4%87