Archiwum kategorii: Gwara

Botwinka – jo caluśki rok na nią czekoł

Dzisiej moja ślubno wyjechoła i jo musze som se zrobić obiod. Najliypiej mi zawsze wychodził ajntop. Ślubno mi powiedziała, że mom kupić warzywa w składzie abo na torgu i zrobić se jarzyniówko albo boszcz. Kukom jo do lodówki, a tam ani chabasa, ani karmonady, ani nawet szpeku. Nic w domu ni ma, nawet buroka. Weka puste. No wreszcie cuś jo zmarałem. W antrejce na ryczce stały pyry w tytce, a obok karotka, selera, kapizdra, por, pietrucha, natka i sztelónka.

No tak, ale ja nabrał takiego smaka na botwinkę i co tera. Na szczęście mamy wiosnę i wczoraj jak jo szedł z kejtrem na spacer, to widzieli my botwinkę u sąsiada na polu, za winklem. Poszedł jo na haryndę, zmarał młodzie buroki, przytochoł do domu i tak zaszparował na torgu.

Tera jo szybko uzyzał wszystkie warzywa i wrzucił do gora.  Najsamprzód te twarde, pyrki, karotke, selere, pietruche, co by się kielce nie połamały przy pierwszym chapsie jak kiejś. I tok jo gotowoł to jodło dotyndy, aż było miękkuśkie.

Jo jeszcze dodoł okrase z cebulkom i uzyzał sznytke chlebka. Jodło było rychtyk, bo jo był już prawie bejt. Ja tero mam już zdżarte 4 talyrze botwinki i myśla nad dokładkom.

Ale była pychotka co i Wom życzę.

Insze teksty z gwarą poznańską som tutej: https://antrejka.pl/category/gwara/

Jeśli podobał ci się artykuł i chcesz tutaj wrócić, polub antrejkę na fejsie: https://www.facebook.com/antrejkapl

Miszcz olimpijski w Kolejorzu

Ja dyrdałem na Kolejorza już jak miał 11 lat. Pisał ja niedawno o niedoszłym miszczu świata tutej:

Tera czas na szczuna, który grał w giyrę z Czekuladą i był miszczem olimpijskim. Miał więcej farta, niż Czekulada. Zadebiutował na olimpiadzie w bardzo ważkim meczu z NRD. Maludy i gzuby pewnie nie wiedzą co to. Na Mundialu 74 też grał w meczach z Haiti i Szwecją.

Winettou, miał taką ksywę, zagrał także w finale olimpijskim z Węgrami. Wszyscy my się glapili wtedy w telewizor i znali my każdego grajka.

Kanał tvp.sport na youtube:

Ale ja czekoł jeszcze 2 lata, aż w Kolejorzu zagro. Ja poszedł na blałkę, wziął szalik na bary i szpycał jak gro miszcz olimpijski. W Kolejorzu grał 5 lat, przyszedł do nas po Mundialu z Odry Opole. Miał bardzo szybkie szkiety, 100 m w 11 sekund, a chapał za dwóch. Biegał wte i wewte, albo fyrał przeciwnikom do przodu, albo ganiał za napadziorami. Nie sieknął ani jednej kasty, ale jo zapamiętał go. Jak fyrał w przód to gibał się na 2 strony i miał swój knyf na guły od rywala. Nawet jak była glajda, to dawał szpunta w przód, a łoni się ligali i byli cali oglajdrani. Podobno nie palił ćmików i nie chloł gorzoły. Nie brenczał, ino harował na boichu. Po prostu Miszcz.

Zbigniew Gut zmarł w 2010 roku, we Francji, do której wyjechał z Kolejorza. To wspomnienie w poznańskiej gwarze, jest po to, żeby go przypomnieć poznańskim kibolom. Antrejka.pl ma, wśród innych, takie 2 cele, przypominanie gwary i dawnych mistrzów Kolejorza, takich jak Czekulada i Winettou. Bardzo go lubiłem za to, że nie odpuszczał, był pracowity, grał w prosty sposób, ale, przez to trudny dla przeciwnika. Czasami podwórkowym zwodem, uwalniał się od 2, 3 rywali. Pewnie w Opolu też go dobrze wspominają, bo do kadry wszedł jako piłkarz Odry, ale za złoty medal olimpijski kochała go wtedy cała Polska, za mundialowe srebro zresztą też, choć wtedy bohaterem został Adam Musiał z krakowskiej Wisły, posadzony podobno na ławkę za niesubordynację w meczu ze Szwecją. Już takich szczegółów nie pamiętam. Dobrze, że Winettou był w Lechu i mogłem go oglądać na własne oczy. Kiedy w Kolejorzu zagra znów mistrz olimpijski, świata lub Europy. Oby już po EURO 2021.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl

Wiara z naszego fyrtla zaprasza…

Na razie obowiązuje u nas hasło #zostanwdomu, ale trzeba wierzyć, że już w maju będziemy pędzić na rowerach po lesie. Żeby przegonić wirusa, już teraz zapraszam Was na przejażdżki. Kiedyś napisałem taki tekst, żeby zachęcić kolegów z pracy i sąsiadów. Pośmiejcie się, a w maju do zobaczenia na rowerach.

Na granicy Szwajcarii i Francji. Zakończenie trasy przez całą Szwajcarię.

Wiaruchna,

Wiara z naszego fyrtla zaprasza w maju, tych, co som jeszcze na fleku i majom mocne giyry, na runde na rowerach. Jo mom rajzefiber i już tero rychtuję swojego rzęcha co i wiaruchnie radzę, żebyście się potem nie dygli na nich, bo będzie poruta.

Mele nie powinny się pindaczyć w dyrdoki, ino wziąć stare lumpy, bo będzie glajda i nowe ciuszki będą oglajdrane.
Na rowerach nie wolno się stalować, bo można się wykopyrtnąć, spartolić sprzęt, nabić biniola lub uślumprać.

Nikt nie powinien być nabąbany przed jazdą, ale można wziąć wuchtę wałuwy np. sznytki z obkładem. Mogą być skibki z gzikiem lub kromki obłożone leberką, a gdy ktoś jest słodka dupka lub słodki pamper to i szneki z glancem.

Jak ktoś lubi to weźmie redyski, glubki, jabzo lub pestki z korbola. To wszystko ma być w tytkach i rukzaku, żeby się nie taśtało przy kierownicy.

Guły i ci co mają fefry powinny zostać w domu, co by nie ględziły i brynczały „a daleko jeszcze” w trakcie rundy. Kto nie jest gamułą niech jedzie z nami !!!

Weśta wiaruchna jeszcze bejmy, znicz, bryle, glazejki, badejki z pampersem i hełmy.
Prześlijcie dalej jak znacie jakąś fajną wiarę z naszego fyrtla co są jeszcze na fleku i lubią rowery