Botwinka – jo caluśki rok na nią czekoł

Dzisiej moja ślubno wyjechoła i jo musze som se zrobić obiod. Najliypiej mi zawsze wychodził ajntop. Ślubno mi powiedziała, że mom kupić warzywa w składzie abo na torgu i zrobić se jarzyniówko albo boszcz. Kukom jo do lodówki, a tam ani chabasa, ani karmonady, ani nawet szpeku. Nic w domu ni ma, nawet buroka. Weka puste. No wreszcie cuś jo zmarałem. W antrejce na ryczce stały pyry w tytce, a obok karotka, selera, kapizdra, por, pietrucha, natka i sztelónka.

No tak, ale ja nabrał takiego smaka na botwinkę i co tera. Na szczęście mamy wiosnę i wczoraj jak jo szedł z kejtrem na spacer, to widzieli my botwinkę u sąsiada na polu, za winklem. Poszedł jo na haryndę, zmarał młodzie buroki, przytochoł do domu i tak zaszparował na torgu.

Tera jo szybko uzyzał wszystkie warzywa i wrzucił do gora.  Najsamprzód te twarde, pyrki, karotke, selere, pietruche, co by się kielce nie połamały przy pierwszym chapsie jak kiejś. I tok jo gotowoł to jodło dotyndy, aż było miękkuśkie.

Jo jeszcze dodoł okrase z cebulkom i uzyzał sznytke chlebka. Jodło było rychtyk, bo jo był już prawie bejt. Ja tero mam już zdżarte 4 talyrze botwinki i myśla nad dokładkom.

Ale była pychotka co i Wom życzę.

Insze teksty z gwarą poznańską som tutej: https://antrejka.pl/category/gwara/

Jeśli podobał ci się artykuł i chcesz tutaj wrócić, polub antrejkę na fejsie: https://www.facebook.com/antrejkapl