Moje rowerowe marzenie

Tutaj zatrzymałem się, żeby sfotografować piękne światło. Niestety mój aparacik tego nie uchwycił za dobrze. Tym dniu przyszedł kryzys. Po 3 dniach jazdy zaczął boleć odciśnięty tyłek. Polecam moją receptę na taki kryzys. Żadne maści, żele, siodełka żelowe i spodenki z pampersem tak nie pomogą, jak ustawienie siodełka. Trzeba je tak ustawić, że by przestawić nacisk na ręce. Dwa dni da się tak jechać, a ulga była momentalna. Polecam szczególnie osobom z nadwagą

Jeśli Szwajcaria, to szwajcarskie sery. Można obejrzeć jak są produkowane, a potem kupić w przystępnej cenie do domu. Kupiłem taki twardy, żółty jak na obrazku.

Fajnie jest popatrzeć na samolot z góry.

Jeśli po drodze uderzysz za mocno w krawężnik i trzeba naprawić koło, a znajomi pojechali do przodu, warto skorzystać z tego serwisu. Polecam, pomogli mi w 2h i zdążyłem dogonić towarzystwo. Wymiana kilku szprych i regulacja, kosztowała mniej niż 70 franków. Jak na szwajcarski ekspress to chyba nie najdrożej, ale bolało 😉

Coraz bliżej Francji i Rodan ma bardzo szybki nurt, a na trasie 9-tki był bardzo ładny most rowerowy. Musieliśmy się zatrzymać i zrobić profilowe zdjęcia.

To był najtrudniejszy etap. Na tę przełęcz 1550 m n.p.m. z 600 m wjeżdżaliśmy pół dnia, a zjechaliśmy na 400 m w kilkanaście minut. Kto ma wyjeżdżone wkładki w hamulcach, powinien je przed etapem wymienić, bo na serpentynie prowadzącej w dół czuć było swąd palonej gumy i na dole już miałem prawie gołe blaszki. Na szczęście nie wyrzuciłem poprzednich i można było jechać dalej na 100 km trasę.

Nocleg z takim widoczkiem z okna nam się po prostu należał, po ciężkim etapie. To było tylko 80 km, ale trochę pod górę.

Poza pocztówkami z gór, piękne zdjęcia można robić także w średniowiecznej Lucernie.

W tym miasteczku królują piękne mostki i tak sobie chodziliśmy z jednej strony na drugą, smakując po drodze pysznych wypieków.

Miejscowi ludzie byli bardzo mili i co nas zaskoczyło, wszyscy mówili nam Grüezi! niezależnie czy to byli mijani piesi, czy rowerzyści. U nas tak było kiedyś w górach. Może to góry powodują, że ludzie są dla siebie milsi ?!

To co było stałym elementem krajobrazu na naszej wycieczce, oprócz gór i jezior, to kościółki i stada krów z ich słynnymi dzwoneczkami. Mam taki w domu 😉

Alternatywą dla wycieczki rowerowej po Szwajcarii, jest wycieczka kolejowa. Dzięki tym zębatkom wjeżdżają pod każdą górę.

Tak sobie podróżowaliśmy, trochę na dole, trochę na górze, czasami brakowało sił, ale chwila odpoczynku, piknik i siły wracały. Polecam tę trasę, szczególnie latem, gdy jest ciepło i zamieniamy kaski na czapeczki.

Jeśli podobał ci się artykuł polub proszę stronę na facebooku: https://www.facebook.com/antrejkapl